Rozmowa

J. Korczak – Dziecięce „nie wiem”

Źródło: „Korczak myśli” 1987, Warszawa PIW

„Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć. Pamiętaj, że my ich nie znamy.” (s. 11)

„‚Nie wiem’ – w nauce jest mgławicą stawania się, wyłaniania nowych myśli coraz bliższych prawdy. ‚Nie wiem’ – dla umysłu nie wdrożonego w naukowe myślenie jest dręczącą pustką. Chcę nauczyć rozumieć i kochać; cudowne pełne życia i olśniewających niespodzianek – twórcze ‚nie wiem’ współczesnej wiedzy w stosunku do dziecka.” (s. 12)

„Pozwól dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy. Dzieci chcą się śmiać, biegać, swawolić. Wychowawco, jeśli dla ciebie życie jest cmentarzem, pozwól im widzieć w nim własną łąkę. (…) Tu musi – musi panować atmosfera szerokiej tolerancji dla żartu, psoty, złośliwości, podstępu, fałszu – naiwnego grzechu. Tu nie ma miejsca dla żelaznego obowiązku, kamiennej powagi, twardego musu i bezwzględnego przekonania. Ilekroć wpadłem w ton klasztornego dzwona, zawsze błądziłem.” (s. 23)

 

R. Sternberg, L. Spear-Swerling – Typy odpowiedzi dorosłych na pytania dzieci

Źródło: „Jak nauczyć dzieci myślenia” 2003, GWP Gdańsk, s. 52-55

Dzieci pytają dorosłych bo widzą w nich bardziej doświadczonych pośredników, informatorów. Jednak ci, udzielają informacji dzieciom w różny sposób. Sposobów odpowiadania można podzielić na 7 rodzajów:

  1. Odrzucenie pytań – podstawowy komunikat brzmi „milcz” lub „nie chcę tego słuchać”, efekt: dzieci „uczą nie uczyć”, nie poszukiwać odpowiedzi by zaspokoić swą cierpliwość;
  2. Przeformułowanie pytań w odpowiedzi – dorosły odpowiada tak jakby nie odpowiadał, odwraca pytanie; efekt: „poszukiwanie odpowiedzi nie przynosi rezultatów, a wręcz więcej pytań” ? „im więcej szukam tym rodzi się więcej pytań”;
  3. Przyznanie się do niewiedzy lub podanie informacji – na tym etapie dorośli często pochwalą dziecko za mądre pytanie, ale zarazem dodają, że nie potrafią na nie odpowiedzieć; efekt: „dziecko uczy się, dobrze jest stawiać pytania, ale nie zawsze się uzyska na nie odpowiedź”, ponadto że „dorośli nie wszystko wiedzą”;
  4. Zachęcenie do szukania odpowiedzi u autorytetów – dorosły przyznaje się do niewiedzy, proponuje też by dziecko samodzielnie znalazło odpowiedź w źródłach (podaje je), lub bierze na siebie odpowiedzialność za znalezienie odpowiedzi na pytanie; efekt: „dorosły może nie wiedzieć, ale wskaże mi gdzie mogę ją znaleźć”, „poszukiwanie odpowiedzi na pytanie to nie prosta droga by uzyskać odpowiedź”;
  5. Rozważanie różnych wyjaśnień – dorosły ujawnia własną niepewność co do udzielenia odpowiedzi, lecz podpowiada możliwe rozwiązania i zachęca dziecko, by samo zdecydowało, które jest poprawne lub by ono samodzielnie zaproponowało alternatywne odpowiedzi; efekt: „odpowiedzi może być wiele, nie zawsze też mogą być pewne i jednoznaczne”;
  6. Rozważanie wyjaśnień wraz ze sposobami ich oceny – na pytanie dziecka, dorosły zachęca dzieci do proponowania alternatywnych rozwiązań oraz przemyślenia sposobów ich porównania; efekt: „odpowiedzi mogą być różne ale można je ze sobą skonfrontować na poziomie rozważań”;
  7. Rozważanie wyjaśnień wraz ze sposobami oceny i sprawdzeniem tych ocen – dorosły zachęca dziecko by przeprowadziło eksperymenty, które pozwolą mu dokonać rozróżnienia między alternatywnymi wyjaśnieniami; efekt: „istnieją różne odpowiedzi, ale dzięki stawianiu pytań mogę znaleźć sposób jak je samodzielnie ustalić” ? „kto puka nie błądzi”, „dziecko uczy się nie tylko myśleć, ale również działać zgodnie z własnymi postanowieniami”.

 

J. Piaget – 5 typów przekonań dziecięcych

Źródło: „Jak sobie dziecko wyobraża świat” 2006, WSiP Warszawa, s.8, 20-36

Jeśli dziecko właściwie wam odpowiedziało na pytanie, to nie oznacza jeszcze, że naprawdę to rozumie. To co słyszymy z jego ust może być wynikiem jednego z pięciu typów przekonań:

  • Przekonania samorodne – najważniejsze, ponieważ tworzone są przez samo dziecko. Zwykle pojawiają się jako pierwszy pomysł. Oznaczają się stałością i na ogół trudno je zmienić – są odporne na sugestie nauczyciela i nie znikają nagle,
  • Przekonania wywołane – dziecko tworzy odpowiedź „tu i teraz” bo nie zastanawiało się dotychczas nad zagadnieniem. Odpowiedź będzie prawdziwa pod warunkiem, że nie została zasugerowana,
  • Przekonania zasugerowane – dziecko rozumie wolę nauczyciela i spełnia ją odpowiadając tak jak on tego chce. Ta odpowiedź nie jest prawdziwa, wynika bowiem nie z myślenia dziecka, ale z umiejętności powtórzenia i przeformułowania słów dorosłego,
  • Przekonania zmyślone – wynikają z fantazjowania, dziecko wymyśla historię w którą samo nie wierzy lub w którą wierzy pod wpływem emocji,
  • Byle jakie odpowiedzi – dziecko odpowiada bez zastanowienia, np. wtedy gdy postawione pytanie nudzi je, nie powoduje myślenia wtedy udziela odpowiedź byle jaką.

Formą sprawdzenia faktycznego poziomu rozumienia będzie typowa sytuacja (naturalna), w której dziecko zostanie zapytane lub zaobserwujemy jego poziom rozumienia na rysunku lub usłyszymy podczas rozmowy z innym dzieckiem.

 

I. Dudzińska – Pytania dziecięce 

Źródło: „Metodyka wychowania w przedszkolu”. Część II (red.) I. Dudzińska, M.Fiedler, St. Lipina, H. Mystkowska, R. Roszczak, WSiP Warszawa 1976

„Dziecko w starszym wieku przedszkolnym stara się za pomocą pytań poznać to, czego nie rozumie. Pytając zadaje sobie sprawę z tego, czego nie wie i o co pyta. Jego pytania dotyczą: (1) znajomości z przedmiotem – co to jest? (2) uzupełnienia wiedzy – jakie to jest? (3) rozstrzygnięcia – czy to jest takie a takie? (4) eksperymentu – co by się stało, gdyby? Źródłem pytań dzieci są nurtujące je problemy, trudności, jakie napotykają w rozumieniu otaczających je zjawisk. W samym naturalnym rozwoju dziecko zadaje pytania, w których są problemy właściwe dla jego wieku. Ile lat np. będę miała m jak będę duża? Jak rosną paznokcie? Co to będzie, gdy się zimny lód do ciepłej wody wsadzi? W takiej postawie pytającej, refleksyjnej, zmierzającej do rozwikłania niejasności, rozwija się aktywność myślowa dziecka. Ono samo decyduje o tym, co je interesuje, co wymaga wyjaśnień.” (s. 212)

„Jak odpowiadać na pytania dzieci? Należy odpowiadać zgodnie z prawdą, jasno, interesująco i w sposób pobudzający do dalszego myślenia. Odpowiedzi powinny być krótkie, inne dla młodszych, a inne dla starszych dzieci. Na przykład na pytanie: ‚Dlaczego szyszki spadają?’ – młodszemu dziecku odpowiadamy, że wiatr je strąca, a starszemu, że łodyga usycha i szyszka odpada. Odpowiedzi muszą być proste, konkretne, zrozumiałe.” (s. 214)

 

S. Szuman – Pedagoigka pytań 

Źródło: Rozwój pytań dziecka. Badania nad rozwojem umysłowości dziecka na tle jego pytań. Warszwa – Wilno – Lublin: Nasza Księgarnia, 1939

„(.) Umysłowo rozbudzone dziecko w warunkach sprzyjających zadaje swoim wychowawcom w wieku przedszkolnym co najmniej kilka jeżeli nie kilkanaście tysięcy pytań, aby dojść do przekonania, że w wychowaniu umysłowym małego dziecka pytania i udzielane na nie odpowiedzi grają rolę niezmiernie ważną”. (s. 356)

„(.) w chwilach gdy „jednym uchem” chwyta rozmowę starszych, wyodrębnia w niej to, co jest dla niego już uchwytne a jeszcze niejasne. Dziecko musi mieć czas i okazję do zastanowienia, aby samorzutnie pojawiło się pytanie. W chórze dziecięcego szczebiotu w przedszkolu poszczególne dziecko nie dochodzi do głosu. Bo pytać to tyle co rozmawiać, a rozmawiać nie można w licznej gromadzie”. (s. 357)

„Pytania dziecka, nawet czysto rzeczowe i informacyjne, mają charakter na wpół intymny, a w każdym razie prywatny i dlatego rozwijają się bujnie tylko w bliskim stosunku między dzieckiem a osobą należącą do rodziny. Im bardziej przedszkole potrafi odtworzyć warunki rodzinne i dać dzieciom te same warunki wychowawcze, które daje dobra rodzina tym więcej będzie pytań.” (s. 357)

„Dydaktyka pytań małego dziecka ma przed sobą dwa główne zadania. Jedno polega na zachowaniu się wychowawców tak, aby dziecko pytało się jak najwięcej, drugie na dawaniu dobrej odpowiedzi, tj. dobrze dziecko informujących, a zarazem zaciekawiających je i zaspakajających jego ciekawość” (s. 357)

„Nie potrzeba zachęcać umysłowo normalnie rozwijającego się dziecka, aby zadawało nam pytania. Głód wiedzy już u normalnego trzyletniego dziecka jest tak duży, że tematu do pytań nigdy mu nie zabraknie” (s. 357)

„Dorosły dla dziecka przedszkolnego jest skarbnicą wiedzy, źródłem ciekawych informacji, instancją rozstrzygającą wątpliwości. Dziecko za pomocą dorosłego czyta po raz drugi czyta księgę rzeczywistości. Po raz pierwszy czytało ją naiwnie i samodzielnie w pierwszym i drugim roku życiu w swoim zabawowym (sensowny i manipulacyjnym kontakcie z nią). Teraz czyta ją z pomocą dorosłych”. (s. 358)

„Nie trzeba zatem małego dziecka uczyć, jak się pyta i pobudzać do tego, aby się pytało (.) Trzeba jednak umieć utrzymać przy życiu naturalną rozwojową skłonność dziecka do zadawania pytań, dostarczając mu chętnie potrzebnych informacji i wyjaśnień. Trzeba w ogóle odpowiadać dziecku, chętnie odpowiadać, tak aby nie odniosło wrażenia, że nas nuży i nudzi swymi pytaniami. Trzeba aby z pytań dziecka i naszych odpowiedzi powstała swobodna i interesująca rozmowa, wymiana myśli. Dziecko nie ma wyciągać z nas odpowiedzi gwałtem, lecz posiadać świadomość, że jesteśmy wciąż do jego dyspozycji. Dziecko tylko wtedy pozna przyjemność zadawania pytań, jeżeli zasmakuje w odpowiedziach. Nie tylko rodzaj odpowiedzi (ich treść) może być dla niego mniej lub więcej zadowalający; już sam ton i sposób odpowiedzi na pytanie zadecyduje o tym, czy dziecko nauczy się chętnie pytać. Nie wolno dziecka zrażać. Nie wolno dawać odpowiedzi opryskliwie, ani sucho, ani lakonicznie. Nie wolno oczywiście strofować dziecka za to, że się pyta lub za dużo pyta. Rodzice, którzy zrozumieli, jakie znaczenie mają pytania małego dziecka, dla jego rozwoju umysłowego będą pragnęli, aby ich dziecko zadawało dużo „ciekawych” pytań. Kto krępuje dziecko w tym naturalnym dążeniu, a zwłaszcza ten kto paraliżuje pytania dziecka, kto oduczył je zadawać „nie mądre pytania” wyrządza mu niepowetowaną szkodę”. (s. 358-359)

„Trzeba wytworzyć odpowiedni „nastrój”; ale jak to zrobić i na czym on polega. Zdaje mi się, że istnieją następujące warunki powstania takiego nastroju. Jeżeli chodzi o samego nauczyciela to, na to, aby klasa chętnie i swobodnie zadawała mu różne (ciekawe i ważne dla nich) pytania, musi on po pierwsze umieć swobodnie i z chęcią i łatwą gotowością przyjmować pytania; po drugie trzeba, żeby odpowiadał w sposób zajmujący, swobodny i „rozmawiający”, a nie pouczający i rozstrzygający, jednym słowem nie jak „nauczyciel”, lecz jak odpowiada ojciec lub matka, przyjaciel dorosły, lub kochany przez dziecko starszy krewny; po trzecie chodzi o to, żeby nauczyciel zrobił sobie pewne uznanie i pewną niejako sławę w klasie, jako „źródło i skarbnica” wszelkiej wiedzy. W wieku przedszkolnym małe dziecko zwraca się naiwnie i z pełną wiarą z pytaniami do dorosłych w przekonaniu, że każdy dorosły wie wszystko. W wieku szkolnym, nawet w domu, zaczynają się z pytaniami „mądrymi” specjalnymi zwracać do niektórych tylko dorosłych „przyjaciół”, np.: do wujków czy ciotek, których sobie specjalnie upodobali w przekonaniu, że są to osoby specjalnie światłe i pełne mądrości. Tak samo w szkole dzieci nie z każdym nauczycielem będą chętnie rozmawiały metodą swobodnych pytań. Oschłość, nie przystępność surowość nauczyciela, ale również brak przekonania, że on „się wszystkim interesuje”, na pewno je odstrasza”. (s. 360-361)

„Potrzeba zadania jakiegoś pytania powstaje w dziecku zwykle na tle aktualnej sytuacji i że tylko dana chwila jest odpowiednim momentem, aby dziecko wysłuchać i dać mu odpowiedź. Po chwili może już ów problem przestanie interesować dziecko, a sposobność rozszerzenia jego wiedzy będzie stracona. Odłożenie do przyszłego razu niekoniecznie zwiększa zainteresowanie, a dziecko, którego aktualny głód wiedzy nie zostaje nakarmiony, z czasem oduczy się pytać. Dziecko małe wieku przedszkolnym w lepszej sytuacji, bo nikt mu nie mówi: ,,teraz będziemy rozmawiali, teraz możesz się pytać, namyśl się teraz, o co chcesz zapytać”- lecz w miarę i w chwili, pyta ono gdy zastanowienie i pytania świadomości jego się wynurzają. System szkolny jest to złem koniecznym) nie może dla całej gromady dzieci w klasie stworzyć swobodnych warunków, a jak powiedziałem, nie ma ich właściwie już i w przedszkolu” (s. 362)

„Od czasu do czasu sytuacja musi się odwracać i w gromadzie dzieci muszą powstawać różne indywidualne pomysły i dążenia powodujące, że inicjatywa z rąk nauczyciela przechodzi w ręce dzieci, że pytają dzieci, a odpowiada nauczyciel. Dzieci uczą się najlepiej, gdy aktualnie same tego zapragną. Gdy nauczycielowi brak dydaktycznej umiejętności powierzania od czasu do czasu cugli i kierownictwa lekcji stosownej chwili dzieciom (bez ich wiedzy). lekcje stają sie nudnym podawaniem i odpytywaniem zadań. Przy biernej i ospałej postawie klasy.” (s. 362-363) „Trzeba, żeby klasa nie wiedziała, kiedy się pytać zacznie i kiedy i jak weszła w ogień ożywionej dyskusji.” (s. 363) „Dorośli muszą na jego pytania odpowiadać umiejętnie. Nie jest to wcale rzeczą łatwą. Łatwo jest odpowiedzieć dziecku cokolwiek będą: ale trudno jest dawać takie odpowiedzi, które są dobrze przystosowane do wieku i rozwoju umysłowego dziecka i treściwe i zgodne z prawdą i jasne i zarazem interesujące i pobudzające do dalszego myślenia. Rozmowa z małym dzieckiem w ogóle jest sztuką, wymagającą wrodzonych uzdolnień.” (s. 363)

„Każda normalna i swym instynktom macierzyńskim swobodnie posłuszna matka ma wrodzony takt pedagogiczny i naturalne możliwości i zdolności rozwijania psychiki swych dzieci. Matki te na ogół umieją odpowiadać na pytania dziecka. Nie trzeba wielkiego zasobu wiedzy i wyższego wykształcenia, aby wyjaśnić dziecku to, czego nie wie i nie rozumie (.) W wieku przedszkolnym, zdaniem moim dziecko ani nie może, ani też jeszcze nie ma otrzymać wyczerpujących wyjaśnień naukowych. Ma ono osiągnąć w tym okresie pewien pierwszy szczebel wiedzy, który w późniejszych okresach rozwojowych (w szkole powszechnej i średniej współżyciu dorosłych i na uniwersytecie) przekształci się na coraz to wyższe i doskonalsze szczeble wiedzy i wglądu z rzeczywistość.” (s. 363-364)

„Wychowanie małego dziecka jest sztuką, a każdą sztukę można udoskonalić. Proste matki i niańki posiadają pewien wrodzony talent i pewną tradycyjną umiejętność wychowania małego dziecka, ale wychowanie to jest naiwne i prymitywne. Wychowanie tego typu popełnia swoiste błędy, których chciałoby uniknąć racjonalne wychowanie przedszkolne.” (s. 364-365)

„Na pytania dzieci, trzeba odpowiadać chętnie i swobodnie (.) nie należy dziecka pouczać i nie trzeba przemawiać tonem nauczyciela” (s. 365)

„Jak w każdej podocznej rozmowie odpowiedzi powinny być raczej krótkie, dostosowane do pytań dziecka, które też są krótkie. Dziecko pyta krótko i pragnie krótkich odpowiedzi.” (s. 365)

„Jeżeli na pierwsze pytanie dziecka odpowiemy zaraz obszernym pytaniem, wtedy zahamujemy jego inicjatywę i zepchniemy je z roli interlokutora do roli pasywnego słuchacza. Dzieci pytają się wciąż i wciąż mają otrzymywać odpowiedzi. Dziecko małe zdobywa swoją wiedzę małymi dawkami i okazyjnie. Nie myśli ono jeszcze systematycznie i nie rozpatruje ono zagadnień wyczerpująco.” (s. 366)

„Wykłady w odpowiedzi na pytanie, raczej zmęczą i znudzą dziecko, a rozwlekłe objaśnienia odbierze mu ochotę do dalszych pytań. Długie wywody dorosłego zniszczą też właściwy, cenny charakter swobodnej „rozmowy” i interesującej zabawy, którą jest zadawanie pytań i otrzymywanie odpowiedzi. Małe dziecko nie wie o tym, że uczy się otrzymując odpowiedź na swoje pytanie” (s. 366)

„Dziecko nie potrzebuje profesora lecz współtowarzysza zabawy; zadając pytanie chce ono rozmawiać a nie uczyć się.” (s. 366)

„Trzeba wyczuć, do czego dziecko zmierza swym pytaniem i odpowiedzi zawrzeć tyle, ile trzeba, aby dać mu wyjaśnienie i jeszcze ponad to, aby mogło myśleć dalej, aby jeszcze cokolwiek rozszerzył się zakres jego problemu. Odpowiedzi mają pobudzać do dalszych pytań, a nie zamknąć usta pytającemu. Odpowiedź ciekawości umysłowej, a nie gasić go.” (s. 366-367)

„Odpowiedzi dorosłych powinny być rzeczowe, treściwe, dostosowane do poziomu, prawdziwe, interesujące, pouczające i w miarę wyczerpujące. Odpowiedź na każde pytanie będzie inna, zależnie od wieku i poziomu umysłowego danego dziecka, do którego trzeba się przystosować.” (s. 367)

„Nie ma większego błędu pedagogicznego, jak przedwczesne wyrywanie dziecka z atmosfery jego wieku. Karmienie wiadomościami niewłaściwymi dla danego wieku łatwo może tego dokonać” (s. 371)

KOSMOS: „Aby dziecku naprawdę wyjaśnić, jak zima powstaje trzeba by mu wytłumaczyć, że ziemia jest kulą, że promienie słońca padają w różnych porach roku pod różnym kątem na pewne strefy, że rozgrzanie powierzchni ziemi jest zależne od kąta pod którym padają promienie słońca na ziemię, że w ziemie dzień jest najkrótszy i czemu jest najkrótszy itd. Dziecko w wieku Wojtusia [2;7] nie pojęło by tej całej skomplikowanej nauki. Odpowiadając na pytania dziecka trzeba jego wiedzę rozwijać stopniowo. Niech dziecko powraca do tego samego pytania i niech za każdym razem usłyszy odpowiedź nową uzupełniającą w czymś to, co mu już wyjaśniono. Dziecko nie może zrozumieć na raz wszystkiego. Odpowiedzi na codzienne pytania dziecka są jakby małymi posiłkami; nie można się najeść od razu na cały miesiąc, a małe dziecko nie może objąć od razu i przetrawić na raz całej wiedzy z danej dziedziny. Małe dziecko uczy się małymi, ale częstymi dawkami.” (s. 371-372)

„Jeżeli [Wojtuś, 2;7] wyrobił sobie zapatrywanie, że Bozia w niebie manipuluje wodociągiem gdy pada deszcz, to albo w ten sposób wytłumaczyła mu matka lub niania powstanie deszczu albo też nie korygowano samorzutnych hipotez artyficjalistycznych Wojtusia i może utwierdzano go w tym mniemaniu. Jak już wiemy artyficjalistyczne wyjaśnienia są typowe dla umysłowości danego dziecka dlatego, że są szczególnie łatwo zrozumiałe. Artyficjalizm jest pewną naturalną w rozwoju umysłu prymitywną kategorią tłumaczenia genezy zjawisk. Chodzi więc tylko o to, czy należy u małego dziecka korygować błędnie stosowane wyjaśnienia artyficjalistyczne i czym je zastąpić.” (s. 372)

„Jednak osobiście nie tolerowałbym u dzieci przedszkolnych pojęć naiwnych (jak to z deszczem i wodociągiem) zbyt długo. Trzeba jednak już wcześnie zapoznawać dzieci z naturalnym biegiem rzeczy. Dać im pewien podstawowy wgląd w warsztat natury i nauczyć je myśleć kategoriami przyrodniczymi, a nie magicznymi. Sądzę, że umysły wielu małych dzieci pozostają zbyt długo pod wpływem pojęć magicznych, artyficjalistycznych, animistycznych, antropomorficznych itp. Nie twierdzę, że należy od samego początku i w zupełności negować takim pojęciom. Może są one dziecku potrzebne, jako szczeble zrozumienia wielu rzeczy. Ale w każdym razie w wychowaniu małego dziecka powinna się przejawiać tendencja stopniowego zastępowania prymitywnych pojęć magicznych przez takie, które coraz bardziej zbliżają się do pojęć przyrodniczych.” (s. 372-373)

„Dobrze jest zaznajamiać małe dzieci poglądowo i doświadczalnie z rozwojem roślin, kazać im śledzić, jak kiełkuje ziarno, jak się rozwijają liście i listeczki, jak w kwiatach zawiązuje się i dojrzewa owoc, jak w owocach tworzy się nasienie itp. Na tych przykładach może sobie małe dziecko już w pierwszych latach życia wytworzyć podstawowe pojęcia o naturalnym rozwoju i naturalnej genezie organizmów. (.) Trzeba też dążyć do tego aby dzieci wiedziały, jak rosną małe kurczęta jak się wykluwają z jajka itp. wtedy nie będzie takich naiwnych pytań jak wcześniej omówione.” (s. 373-374)

„Chociaż nie możemy z małym dzieckiem roztrząsać zagadnień erotyki, ciąży i porodu to jednak nie musimy go zbywać bajką o bocianie i aniołkach. Dobre to jest może dla najmniejszych – trzyletnich dzieci. Ale starsze dzieci nie zadowolą się tymi odpowiedziami. Nie wystarczy też wskazać w tym wypadku na Boga jako na stwórcę wszystkiego, bo dziecko chce zrozumieć, jak się to dzieje (.) Zdaniem moim, odpowiedzi na pytania z tego zakresu nie mogą być wyczerpujące i zupełne. Dziecko musi zrozumieć, że przyjdzie czas, kiedy się tego dowie dokładnie, ale nie należy i nie wolno dawać odpowiedzi bałamutnych, wymijających i kłamliwych” (s. 375-376)

„Nie obędzie się już bez czegoś w rodzaju definicji. Chodzi o to, aby dziecku krótko, zwięźle jasno wytłumaczyć co znaczy dany wyraz. Ponieważ dziecko w późniejszym życiu będzie operowało tymi wyrazami i posługiwało się tymi pojęciami, więc jest rzeczą ważną aby odpowiadający przez te odpowiedzi przyzwyczaił je jak najwcześniej do jasnego określenia znaczenia różnych terminów. Nie jest to zadaniem łatwym. Trzeba wymienić istotne charakterystyczne cechy danego pojęcia i sformułować w przybliżeniu poprawną i wyczerpującą definicję, a jednak mówić językiem dla dziecka zrozumiałym posługiwać się wyrazami które dobrze zna i wyrażać się jasno i zrozumiale. Mam wrażenie, że matki w tej dziedzinie już często zawodzą i że dają często odpowiedzi zdawkowe np. „awans jest, jak ktoś zostaje oficerem, kryzys jest jak nie ma pieniędzy” itp. a jednak warto się potrudzić i uczyć dziecko myśleć” (s. 376-377).

„Trudno oczywiście podawać dziecku zawiłe i abstrakcyjne definicje naukowe” (s. 377)

„W każdym razie trzeba się wystrzegać wyjaśnień tautologicznych, pozornych i wręcz błędnych gdy są niedostateczne. Lepiej już powiedzieć „nie umiem ci jasno wytłumaczyć”. Aby dziecko zrozumiało, że to wymaga wysiłku umysłowego i samo podjęło taki wysiłek” (s. 377-378)

Ogólne wnioski S. Szumana (s. 380-385)

„A. Odpowiedzi muszą być, w pewnym znaczeniu, wyczerpujące (nie suche, nie zdawkowe, nie lakoniczne), ale nie mogą być zbyt obszerne stopniowo małymi dawkami (a nie naraz, nierozwlekłym wykładem) informujemy dziecko o tym czego ma się dowiedzieć.

B. Odpowiedzi muszą być prawdziwe. Nie wolno okłamywać nawet najmniejszego i zupełnie jeszcze głupiego i naiwnego jeszcze dziecka. Nie należy też karmić dzieci bajkami i zbytnio je utwierdzać w ich antropomorficznym i magicznym poglądzie. Już wcześniej trzeba wpajać w dziecku podstawowe pojęcia przyrodnicze, aby mogło coraz lepiej rozumieć sposób działania naturalnych sił przyrody. Z drugiej strony nie należy, tym samym, zbytnio przeciwstawiać się naturalnej u dziecka małego postawy iluzjonistycznej i zabawowej wobec rzeczywistości i wychowywać je przed wcześniej na suchego realistę nieznającego z własnych przeżyć bajki i czaru świata fantazji. Dojrzewanie do postawy do postawy obiektywnej postawy powinno w wieku przedszkolnym następować powoli przez naturalne ścieranie się poglądów antromorficznych i animistycznych z rzeczowymi i obiektywnie realnymi w przeżyciach i czynnościach małego dziecka dziecko w wieku przedszkolnym powinno powoli wyrosnąć i wydobyć się z naiwnego magicznego poglądu i opuścić go w swej porze samorzutnie, przy czym możemy i mamy mu pomóc. Nie można mu kazać od razu mu myśleć tak, jak myślą dorośli ludzie. Dla małych dzieci szyjemy małe buciki, z których co pewien czas wyrastają, a nie każemy im od razu chodzić w wielkich butach dorosłych. Światopogląd dorosłych jest nie bardzo wiele wart! Niech natura każdego człowieka w dojrzewaniu dzieciństwa i młodości dochodzi też sama stopniowo, własną naturalną drogą, do prawdy. Dorośli zbyt często chcą formować dzieci na jedno, swoje własne kopyto.

C. Odpowiedzi na pytania małych dzieci mają być elementarne. Muszą być proste i podstawowe. W pierwszych latach (w wieku przedszkolnym) buduje się wiedza człowieka od fundamentów, od podstawowych wiadomości, a doświadczenie musi najpierw zapuścić korzenie w rodzimej glebie najbliższego doświadczenia zanim wystrzeli z niej młody wątły pęd myśli, zanim wyrośnie coraz wyżej ku górze pień życia i rozwiną się we wszystkie strony świata zielone konary drzewa. Dziecko małe musi przede wszystkim nawiązać bliski kontakt z rzeczywistością konkretną; myśl dojrzała rozwinie swe kwiaty i liście w światłości dnia tym wyżej i tym szerzej im głębiej i dalej korzenie wrosły w ciało ziemi. Dziecko w wieku przedszkolnym wciąż jeszcze jest podobne do płodu, który w łonie tysiącami korzeni trzyma się matki i otrzymuje z niej pokarm żywota. Małemu dziecku na nic się nie przydadzą odpowiedzi przemądrzałe, oderwane i banalne dorosłych. Trzeba je karmić wiedzą prostą, konkretną, naiwną – ale żywą i bezpośrednio przenikającą do jego psychicznego organizmu.

D. Każda odpowiedź, którą dajemy małemu dziecku jest podstawową a zarazem tymczasową. Bo na podstawie odpowiedzi już udzielonej damy po pewnym czasie odpowiedź obszerniejszą bardziej rozwiniętą, uzupełniającą i bliższą prawdy. Wszystkie nasze odpowiedzi razem tworzą pewną całość dopełniającą się nawzajem i w sumie są dla dziecka przedszkolnego systemem wiedzy. Nie potrzebujemy dawać odpowiedzi wymijających, przemilczających i wstydliwych. Musimy odpowiadać tak żeby dziecko czuło, że wszystko w swoim czasie i w swojej kolejności wyjaśni się i dopełni.

E. Nasze odpowiedzi w końcu muszą być interesujące i ciekawe to nie znaczy, że mamy starać się bawić dziecko, chodzi tylko o to, żeby umieć się z nim bawić i nie psuć mu jego zabawy, nie umiejętnym odpowiadaniem. Z resztą zjawisko budzenia się duszy dziecka, które w każdym pytaniu następuje i w każdym pytaniu się na objawia. Jest samo przez się tak interesujące, że trzeba być już człowiekiem zupełnie zeskorupiałym i nieczułym, żeby nie odczuć radości przebywania przy tym bulgoczącym świeżą wodą życia, źródełku jakim jest każdym pytającym się dziecko (.) Nauczyciel pyta zwykle tylko po to aby się dowiedzieć czy dziecko nauczyło się swojej lekcji, dziecko, gdyby mogło pytałoby, aby sobie przyswoić jak najwięcej wiedzy, którą posiada nauczyciel. Nasze życie jest jednym nieustającym, nigdy nie ustającym się szeregiem pytań, które zadajemy życiu. Prawdziwa wymiana pytań i odpowiedzi istnieje miedzy małym dzieckiem, między młodymi przyjaciółmi, którzy wspólnie dyskutują najistotniejsze zagadnienia rzeczywistości, między przewidującym marzeniem i marzycielskim planowaniem przyszłości, a odpowiedzią losu i życiowe go doświadczenia, między nie gasnącą nigdy ciekawością umysłu a nagromadzoną przez ludzką materiałem wiedzy, między życiem a spełnieniem. W porównaniu z tymi pytaniami pytania szkolne, scholarskie są jałowe i martwe, zdawało by się zatem, że trzeba odwrócić rolę i doprowadzić do tego, aby uczeń pytał się nauczyciela jeżeli pytania mają zachować swoją żywotność i swoją najgłębszą siłę kształcącą.

Jak już wiemy, dziecko do wyjaśnienia danej niejasności sformułowanej w jego pytaniu nie dochodzi na ogół samodzielnie, lecz dzięki pomocy dorosłych, tj. dzięki ich odpowiedzią, wyjaśniającym problem. Stwierdziliśmy, już, że dziecko zadające pytanie zwykle nie tylko wie, że nie wie czegoś, ale że również w zarysie wie, czego nie wie, i że wie, o co się pyta. Ponad to, jak sądzę, dziecko posiada zwykle przy stawianiu pytań również jeszcze świadomość jakiego rodzaju odpowiedzi spodziewa się od swego interlokutora i odpowiednio od tego w formułuje swoje pytanie. Pytając ogólnikowo – „co to jest?” – spodziewa się dziecko opisu lub porównania lub określenia, które by mu pozwoliło zaznajomić się, ze zjawiskiem nie znanym lub niezrozumiałym. Gdy dziecko się pyta – „jakie to jest?”, „do czego to służy?”, „z czego to jest?”, „co jeszcze jest takie?”, itp. wtedy dąży ono do rozszerzenia swej wiedzy i spodziewa się odpowiedzi uzupełniającej jego wiedzę i wypełniającej braki jego wiedzy. Często dziecko pyta się „czy to jest takie, a takie?”, „czy to się tłumaczy w ten sposób?”. W tych wypadkach dziecko szuka nie wyjaśnień i nie uzupełnienia swej wiedzy u dorosłych lecz oczekuje rozstrzygnięcia, potwierdzenia lub negocjacji swoich twierdzeń lub przypuszczeń. W tych tak zwanych pytaniach rozstrzygnięcia dziecko występuje z własną hipotezą, z własnym poglądem, z własnym twierdzeniem, a dorośli służą do weryfikacji tych hipotez, poglądów lub twierdzeń. W końcu dziecko może nam zadawać pytania w formie „co by się stało, gdyby to a to?”. W takich pytaniach dziecko stwarza sobie w umyśle pewne fikcyjne lub hipotetyczne warunki i ciekawe jest dowiedzieć się co nastąpi w tych określonych warunkach. Pytania takie mają charakter eksperymentu, przy których zamiast rzeczywistości odpowiedź daje pytany.

Czynność myślenia nie zawsze jest powodowana i wywołana zagadnieniami i pytaniami, które sobie samodzielnie i samorzutnie stawiamy. Przeciwnie, myśl często zaczyna pracować dopiero pod przymusem, gdy przeszkody zewnętrzne stojące na drodze naszych dążeń zmuszają nas do zastanowienia i do szukania sposobów ominięcia trudności. Poza tym, jeżeli chodzi o dzieci to przyzwyczailiśmy się do błędnego mniemania, że trzeba je wciąż pouczać, karmić je gotową wiedzą i dawać im lekcje i zadania, które by rozwiązały; w szkole np. niestety zwykle tylko nauczyciel zadaje pytania, a nie dzieci. Przywykliśmy do błędnej metody do tego, że dajemy dzieciom gotowe zadania do rozwiązania, że przychodzimy do nich z pytaniami i zagadnieniami pozostawiając im tylko znalezienie odpowiedzi. Tymczasem w naturalnym rozwoju dziecka jest na odwrót: dziecko małe zadaje dorosłym pytanie, a dorośli odpowiadają, dziecku przypada w udziale zastanawianie się i znajdowanie problemów właściwych dla jego wieku i charakterystycznych dla problematyki i jego dziecięcego umysłu, a dorośli mają dostarczyć rozwiązania. Jest więc faktem godnym zanotowania, że dziecko rozpoczyna, od trzeciego mniej więcej roku życia począwszy, coraz bujniej z wiekiem lat rozwijającą się aktywność myślową, od podstawy pytającej, do której się na ogół ogranicza dostarczając odpowiedź drugim, od samorzutnego zastanawiania się nad zagadnieniami, które sobie same stawia, od wykrywania niejasności i kwestii wymagających wyjaśnienia, a o wyjaśnienia te zwraca się do dorosłych. Ale w tym wieku i w czasie całego pierwszego dzieciństwa (wiek przedszkolny) dziecko samo decyduje o tym, co go interesuje, co dlań jest niejasne i co wymaga wyjaśnień. Najwnikliwszy pedagog nie potrafiłby znaleźć dla dziecka zadań myślowych tak właściwych i tak potrzebnych dla jego dalszego rozwoju poznawczego jak te, które ono stawia samemu sobie i pośrednio nam abyśmy je rozwiązali – dla niego.” (s. 380-385).

 

R. Fischer – Z kiepskiego pytania nie ma żadnego pożytku

Źródło: „Uczymy się jak uczyć”. WSiP Warszawa 1999

„Pytaj sam siebie ‚ciekawe dlaczego?’ demonstruj swoją ciekawość świata, zdradź się z wątpliwościami, bądź otwarty na to, czego nie wiesz. Stań się wzorem badawczej postawy. Poszukaj książek, przedmiotów i materiałów pobudzających ciekawość. To co interesuje ciebie, nie musi interesować dziecka, wszelako ciekawość jest zaraźliwa. Zachęcaj uczniów, by przynosili to, co wzbudziło ich zainteresowanie. Postaw dziecko wobec pytań – produktywnych, prowokujących i otwartych” (s. 86)

„Z kiepskiego pytania nie ma żadnego pożytku. Nie posuwa myślenia naprzód, a nawet może je ograniczyć, pomniejszyć albo wykluczyć.” (s. 30)