J. A. Komeński – w jaki sposób należy kształcić dzieci w zakresie poznawania rzeczy?

Źródło: „Szkoła dzieciństwa, czyli o przewidującym wychowaniu dzieci w pierwszych sześciu latach”, w: „Pisma wybrane” opr. B. Suchodolski, wyd. Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków. 1964

„Sprawy fizyczne dla dzieci niedawno urodzonych to jest: jeść, pić, spać, trawić i rosnąć, lecz te rzeczy nie dotyczą umysłu. Dopiero w drugim lub trzecim roku zaczynają one coraz lepiej rozumieć, co to jest ojciec, matka, jedzenie, picie itd. A potem: co nazywamy wodą, co ogniem, co wiatrem, co mrozem, co upałem, co krową, a co łańcuszkiem, i jakie są różnice między przedmiotami z dziedziny przyrody? A piastunki, ręką nakierowując przedmioty lub przynosząc je bliżej, utrwalają to poznanie mówiąc: oto koń, oto ptak, oto kotka itd. W czwartym, piątym, czy szóstym roku życia mogą już coraz dalej posuwać się w poznawaniu tych rzeczy i dowiedzieć się, co nazywa się kamieniem, piaskiem, błotem, co drzewem, gałęzią, liściem, kwiatem itd. Powinno też dziecko znać niektóre owoce: gruszkę, jabłko, wiśnię, winne grona itd., i nazywać właściwymi nazwami zewnętrzne organy ciała, i znać jako tako ich przeznaczenie. W tym zakresie ojciec, matka czy piastunka powinni częściej zajmować się dziećmi i pokazując im to czy owo wymieniać nazwy oraz kazać im samym odpowiadać na pytania: Co to jest? – Ucho. Co przy jego pomocy robisz? – Słucham. A to co znowu? – Oczko. A do czego służy? – Abym mógł patrzeć. A to jak się nazywa? – Noga. Do czego służy? – Abym mógł chodzić itd.

Początkiem optyki będzie spoglądanie na światło, rzecz dla dzieci naturalna, bo światło dające się pierwsze zauważyć pociąga wzrok ku sobie. Strzec się jednak trzeba i nie dopuszczać do tego, by dzieci spoglądały bezpośrednio na zbyt silne i rażące oko światło, zwłaszcza w początku, gdyż może to osłabić lub nawet zniszczyć dopiero się rozwijający wzrok. Trzeba dać im możność patrzenia na światło średniej mocy, z lekka tylko migocące, najlepiej zaś o barwie zielonej. W drugim i trzecim roku z optyki jako ćwiczenie wypadnie dawać dzieciom do oglądania obrazki, i to barwne, pokazywać im piękno sklepienia nieba, drzew, kwiatów, płynącej wody. Na rękach i na szyi zawiązać korale, dać ładniutkie ubrania, bo dzieci lubią na nie patrzeć. Nawet i spoglądanie w lustro wyostrza bystrość spojrzenia i umysłu. W roku czwartym i następnych latach trzeba będzie dodać wiele rzeczy z optyki, wyprowadzając dzieci niekiedy z domu do sadu, na pole itd., albo i nad rzekę, aby nacieszyły wzrok oglądaniem zwierząt, drzew, roślin, płynącej wody, obrotami młyna i podobnymi widokami. Miłe są im także obrazki w książkach i malowidła na ścianach. Nie trzeba więc tego dzieciom żałować, a raczej umyślnie je tam prowadzić.

Początki astronomii mogą zacząć poznawać w drugim, a najdalej w trzecim roku, patrząc na niebo i odróżniając słońce od księżyca i gwiazd. W czwartym i piątym roku mogą obserwować, że słońce i księżyc wschodzą i zachodzą, że księżyc raz całą tarcza świeci, to znów połową tylko lub kolistym skrawkiem, co można i trzeba także im pokazać. W szóstym roku można je nauczyć, że w zimie dnie są najkrótsze, a noce najdłuższe, a w lecie przeciwnie – dzień długi, a noc krótka itd.

Początek geografii przypadnie na mniej więcej koniec pierwszego roku i późniejsze lata, kiedy dzieci zaczną rozpoznawać swoją kolebkę i łono matki. W drugim i trzecim roku geo­grafią będzie dla nich poznanie pokoju, w którym mieszkają itd.

Powinny się w nim rozejrzeć, gdy mają jeść, iść na przechadzkę lub spać, a także gdzie trzeba szukać światła lub ciepła. W trzecim roku wzrost wiedzy geograficznej osiągną, jeżeli przyswoją sobie cechy i nazwy już nie tylko pokoju, ale i sieni, kuchni, sypialni i tego, co jest na podwórzu, w stajni, w sadzie, w budynkach i wokoło nich. W czwartym roku chłopiec powinien biegając tu i tam poznać drogi wiodące poprzez ulicę, plac, do sąsiada, do stryja, do babki, do stryjenki, do swego opiekuna. W piątym zaś roku powinien utrwalić sobie dobrze w pamięci i zrozumieć, co to jest miasto, wzgórek, pole, ogród, las, rzeka itd.

Trzeba im też przyswoić znajomość różnic w czasie: że mianowicie co innego jest dzień, a co innego noc, co to jest rano, wieczór, południe i północ. A później: ile razy w dzień należy jeść, spać, modlić się. To będą pierwsze podstawy chronologii. A później znów niech się dowiedzą, że tydzień ma siedem dni i jaka jest ich kolejność, że sześć jest dni powszednich, a siódmy świąteczny; że w dnie świąteczne nie bierze się udziału w pracach fizycznych, lecz chodzi się do kościoła i poświęca się uwagę rzeczom boskim; że trzy razy w roku obchodzi się uroczyste święta: w zimie Boże Narodzenie, a na wiosnę Wielkanoc, a w lecie Zielone Świątki; i o tym również, że w jesieni jest winobranie itd. Wprawdzie to wszystko sami przez się nauczą się pojmować i zapamiętywać, ale nic nie przeszkadza, by o tym pogawędzić z nimi w dziecięcy sposób, w formie, jaką nasunie sposobność.

W historii i w przypominaniu sobie zdarzeń minionych trzeba chłopców zacząć kształcić, skoro tylko zaczną mówić. I to zrazu poprzez drobne pytania dziecinne: kto ci to dał? Gdzie byłeś wczoraj, a gdzie w środę? Niech odpowie: u dziadka, u babki, stryjenki itp. Jaki podarek stamtąd przyniosłeś? Co obiecał ci dać twój pan opiekun itd. Inne rzeczy same wryją się w pamięć; trzeba tylko bacznie czuwać nad tym, by wówczas, gdy pamięć dziecięca zacznie gromadzić swoje skarby, gromadziła tylko rzeczy dobre i przydatne do przyswojenia dziecku cnót i bo jaźni bożej. Nie wolno też dopuszczać, by rzeczy właśnie przeciwne nasuwały się oczom czy uszom.

Wstępem do ekonomii (to jest do zrozumienia spraw dotyczących zarządzania majątkiem) będzie w pierwszym roku i następnym to, że się nauczą poznawać mateczkę, ojczulka i piastunkę, a później odróżniać także inne osoby w domu. W trzecim roku niech się dowiedzą, że ojciec i matka rządzą domem, a inni ich słuchają. W czwartym i piątym niech zaczną uczyć się oszczędności, niech się dowiedzą, które ich ubranka są przeznaczone na dnie świąteczne, a które na powszednie, i o tym, że należy o nie dbać, nie plamić, nie drzeć, nie włóczyć po ziemi. Następnie łatwo już zaobserwują, do czego służą skrzynki, szafy, komory, piwnice, zamki i klucze, a mianowicie, aby nie wszyscy mieli dostęp do wszystkiego. Co do innych potrzebnych sprzętów domowych, to albo oglądając je stale same domyśla się, czym one są, albo dowiedzą się o tym od rodzic??w, piastunek, braci lub sióstr starszych w toku rodzinnych pogwarek. Bardzo dobrze służy temu celowi darowanie dzieciom do zabawy drewnianych lub ołowianych koników, krówek, owieczek, wózków, rydli, stolików, krzesełek, naczyń, miseczek, jednakże nie tylko dla zabawy, lecz dla lepszego poznawania tych rzeczy. Bo to jest właśnie „uczenie dzieci odpowiednio do ich drogi” (Prov. 22, v. 6), mianowicie stopniowe otwieranie im oczu na rzeczy małe, aby nie oślepły w obliczu wielkich.

Sprawy polityczne w tych pierwszych latach bardzo niewiele miejsca mogą zajmować w wychowaniu dzieci. Bo chociaż słyszą, że wymienia się nazwy: pan, przełożony, konsul, pretor lub sędzia itd., ale ich znaczenia nie chwytają, gdyż nie uczestniczą w zajęciach, kt??re się wokół rozgrywają, a choćby i były przy nich obecne, przekraczałoby to ich zdolności pojmowania; nie należy więc ich nawet w te sprawy wprowadzać. Bo można raczej zastępczo im to uprzyst??pnić, jeśli podstawowe zajęcia z polityki przyswajają sobie w rozmowach, stopniowo, obejmując umysłem (o czym wspominamy poniżej mówiąc o kształceniu obyczajów), komu powinny być posłuszne, kogo trzeba kochać, a kogo szanować, po to, aby ich współżycie domowe z ojcem, matką i rodziną było prawidłowe: np. jeżeli je ktoś zawoła, obowiązkiem ich jest obejrzeć się, staną?? i wysłuchać, czego sobie ktoś od nich życzy. (…)

Zdolności i umysły dziecięce w poważnym stopniu wyostrzają się także pod wpływem opowieści o zwierzętach i innych pomysłowo ułożonych bajek. Dzieci bowiem bardzo chętnie słuchają takich opowiastek i łatwo je zapamiętują. Ponieważ zaś w dowcipnych przenośniach często zawarta bywa jakaś moralna nauka, przeto należy je udostępnić dzieciom z podwójnym pożytkiem, bo i umysł ich będzie miał czym się zająć i powoli utkwi im w myśli to, co się kiedyś przyda.” (s. 31-35)